W dzisiejszych czasach często można spotkać się z poglądem, iż religia zmierza ku upadkowi, natomiast filozofia już dawno znalazła swój kres. W eseju „Moje wróżby w sprawie przyszłości religii i filozofii” Leszek Kołakowski przedstawia obecną sytuację tych dwóch dziedzin oraz zastanawia się nad ich przyszłym losem. Autor stara się podważyć wymienioną tezę oraz wskazać na możliwy rozwój spraw w tym temacie.
Na początku swej pracy Kołakowski odwołuje się do przykładu astronauty (Titowa) który po swym powrocie z podróży kosmicznej ogłosił, iż nigdzie nie widział Boga. W jego mniemaniu miał to być rzekomo dowód na nieistnienie siły wyższej oraz argument przemawiający za słusznością ateizmu. Autor zauważa jednak, iż wyznanie Titowa nie mogło być przekonujące dla ogółu społeczeństwa z tego względu, iż po pierwsze empirycznych świadectw na istnienie Boga nie ma i być nie może, po drugie- to, co z kosmologicznych spekulacji się wyłania, jest przekonujące dla wielu, ale nie jest zniewalające. Dlatego zawsze będzie dość racji zarówno dla wierzących jak i dla niewierzących, a sprawa istnienia Boga nigdy nie zostanie definitywnie rozwiązana.
Zdaniem Kołakowskiego, zgodnie z dzisiejszym zaufaniem do wiarygodności i siły nauki, wiara w Boga powinna zostać całkowicie unicestwiona, albowiem dostarcza nam ona jedynie duchowej strawy, ale żadnego pożytku (w sensie pomnażania dóbr materialnych) nie przynosi. Jednak takie unicestwienie nie nastąpiło, wręcz przeciwnie, Bóg nabiera sił.
Jaka jest więc przyszłość religii? Zdaniem autora pomimo obecnej kondycji nie zmierza ona ku upadkowi- życie religijne będzie toczyć się nadal, ale niekoniecznie według zastanych form instytucjonalnych. Rozwój religii zależy głównie od żywotności, sprawności i siły języka kapłanów, których zadaniem jest krzewienie wiary i nauczanie ludu. Według Kołakowskiego, jeśli język kapłanów wydaje się jałowy to oni są winni, nie lud. Podobnie jeśli zadanie wiary sprowadza się do zaspokajania socjalnych, politycznych, narodowych, a nawet moralnych potrzeb i emocji, to kapłani ponoszą za to odpowiedzialność. Wiadomym jest, iż wiara w takiej formie nie przetrwa długo, gdyż zostanie wyparta przez inne formy religijności.
Kolejnym argumentem Kołakowskiego na rzecz tezy, iż religia nie chyli się ku upadkowi jest fakt, iż jest ona wyrazem ludzkiego zaufania do życia i poczuciem sensu świata, sensu istnienia. Nie jest ona natomiast zbiorem twierdzeń, które miałyby być weryfikowalne w sposób, w jaki to czynią nauki przyrodnicze.
Autor wskazuje również na rozpowszechnione twierdzenie, iż już teraz widoczny jest rozłam w Kościele Katolickim, więc religijność jako taka nie może przetrwać długo. Jego kontrargumentem jest fakt, iż nie tylko we współczesnej Europie obserwuje się takie zjawisko. Mianowicie w historii wiary chrześcijańskiej już wcześniej bywały czasy, gdy schodzono w katakumby, czasy zamętu i chaosu oraz czasy religijnej jedności pod przymusem tyrana. Jednak zawsze czasy te były jedynie przejściowe, a po trudnym okresie następował kolejny rozkwit.
Kołakowski zwraca również naszą uwagę na fakt, iż ludzie mają tendencję do stwierdzania ciągłości pewnych zdarzeń nawet tam, gdzie jest ona uprawomocniona. Mianowicie obserwując stały kierunek przemian odnosimy wrażenie, że tak będzie już zawsze. W tym przypadku kryzys wiary miałby się rzekomo zakończyć jej absolutnym unicestwieniem. Jednak autor twierdzi, powołując się na przykład mitraizmu , iż jest to przekonanie fałszywe.
Kolejnym aspektem problemu upadku wiary jest twierdzenie, iż religia może równie dobrze zostać zredukowana do swoich moralnych pouczeń czy przykazań. Autor nie zgadza się z tą tezą, twierdząc, że sens wszystkich religijnych przykazań jest nierozdzielnie zrośnięty z ich korzeniem w boskich źródłach bytu. Same przykazania jako takie mogą przetrwać jakiś czas, ale bez swego „boskiego” podłoża stają się coraz bardziej wątpliwe.
Drugim problemem, który porusza Leszek Kołakowski w swoim eseju jest teza o upadku filozofii. Została ona przedstawiona między innymi w rosyjskim artykule: „Filozofia za burtę!”, w którym autor twierdził, iż feudałowie posługiwali się religią, burżuazja filozofią, ale proletariat wyłącznie nauką- nauka zajęła miejsce filozofii. Kołakowski zauważa, iż każda taka teza jest podobna do proroctwa sekt chiliastycznych co do dokładnej daty końca świata, które mimo, iż nigdy się nie sprawdziły, zawsze znajdują dla swej pomyłki „racjonalne” wytłumaczenie („ludzie są głupi”).
Autor zauważa, iż przyczyną dla której filozofia może być pojmowana jako chyląca się ku upadkowi jest fakt, iż nabiera ona sił i odmienia się dzięki wysiłkom wielkich filozofów, którzy jednak pojawiają się nieoczekiwanie, raz na jakiś czas. Wszyscy wielcy filozofowie, tacy jak Husserl, Heidegger czy Wittgenstein, już pomarli. Natomiast nie wiadomo, kiedy narodzi się kolejny wielki, który wytrąci filozofię z jej stagnacji.
Według autora filozofia jest nierozerwalnie złączona z religią, gdyż zarówno w przypadku pierwszej jak i drugiej pytania o sens są jak najbardziej prawomocne. Kołakowski wskazuje także na związek filozofii z fizyką. Twierdząc, iż tak jak kiedyś filozofia była pomocna fizyce, tak teraz działalność taka jest bardzo utrudniona ze względu na wysoki poziom skomplikowania tej nauki przyrodniczej, jak i jej nieintuicyjność.
Jednym z zarzutów kierowanych w stronę filozofii jest fakt, iż kiedyś jej adresatem był lud, natomiast współcześnie filozofowie piszą dla swoich kolegów po fachu. Masa współczesnej akademickiej produkcji filozoficznej jest prawdopodobnie nieczytana, rozchodzi się z konieczności, bo tyle jest bibliotek akademickich na świecie.Wiele z rozpraw filozoficznych zapada więc w niebyt biblioteczny.
Pomimo przedstawionych powyżej zarzutów przeciwko filozofii, autor twierdzi, iż filozofia nie ginie i nie zginie, gdyż jakaś trwała interesowność ludzkiego umysłu trzyma ją przy życiu. Umysł ludzki jest pełen wielu pytań na które odpowiedzi nie udzielają nauki przyrodnicze. Ludzie zastanawiają się, czym jest prawda i jak ją rozpoznać, czy świadomość jest zjawiskiem fizycznym lub czy zachodzi pewność i na czym ona polega oraz wiele innych. Na niektóre z tych pytań odpowiadają czasem fizycy lub biologowie, ale nie odpowiadają zgodnie ze swoimi umiejętnościami scjentystycznymi, tylko swój autorytet scjentystyczny wykorzystują do filozoficznych celów.
Kołakowski stara się także rozprawić z postmodernizmem, według którego prawda jest tylko przesądem, a wiedza jest produktem zmieniających się kulturalnych okoliczności i podobnie zaufanie nasze do jej prawomocności. Filozofia jest w tym ujęciu jedynie stratą czasu, która powinna zostać zastąpiona dążeniem do czynienia się weselszym. Zdaniem autora postmodernizm w tym znaczeniu okaże się modą przejściową. Tradycyjne troski filozoficzne nie zostaną wytarte, ale wrócą do łask z jeszcze większym natężeniem.
Powołując się na artykuł pewnego fizyka Kołakowski twierdzi, iż koniec filozofii oraz religii nastąpi dopiero wtedy, gdy tezy w nim przedstawione okażą się być prawdziwe. Sytuacja taka będzie miała miejsce gdy komputery osiągną poziom inteligencji ludzi, a rychło potem przewyższą go niezmiernie i wytrzebią ludzi. W świecie, w którym nie będzie człowieka filozofia nieuchronnie zginie, gdyż komputery nie będą się nią zajmować z tego względu, iż wiedzą, że nie są w stanie znaleźć swoimi metodami żadnych wiarygodnych odpowiedzi na tematy filozoficzne ( dodać należy, iż autor odżegnuje się od fuzzy logic ).
W dalszej części eseju Kołakowski zwraca naszą uwagę na fakt, iż obecnie wiele nauk humanistycznych stara się stosować narzędzia nauk humanistycznych. Zdaniem autora takie działania są bezcelowe i nic nie wnoszą do rozwoju nauki. Podobnie sprawa się ma z filozofią. Kiedy archeologia czerpie ze zdobyczy chemii, czy genetyki, filozofia prowadzi swoje rozważania zza biurka. Zdaniem autora nie powinniśmy się spodziewać zmian na tym polu, ponieważ wszelkie pomoce (np. komputery) okazują się nie być pomocne w filozoficznych rozważaniach. Osiągnięcia technologiczne nie pomogą nam w ustaleniu, na przykład, czy są sądy syntetyczne a priori- a takich pytań umysł wyrzec się nie potrafi.
Z powyższych rozważań wynika, iż teza Leszka Kołakowskiego o tym, iż zarówno religia jak i filozofia nie chylą się ku upadkowi jest jak najbardziej uprawomocniona. Mimo, iż obecnie obserwuje się rozłam w Kościele Katolickim, nie można go uznawać za proces o stałym kierunku zmierzający jednoznacznie ku kresowi wiary. Rozpowszechnione twierdzenie o możliwości redukcji wiary do zasad moralnych bez transcendentnych podstaw okazuje się rozwiązaniem nieskutecznym i nietrwałym. Dlatego wiara jest i będzie, gdyż nic nie wskazuje na to, iż miałaby przestać istnieć. Jeżeli chodzi o filozofię to, pomimo wielu zarzutów w jej kierunku związanych między innymi ze stagnacją, nieużytecznością w porównaniu do nauk przyrodniczych czy brakiem zainteresowania wśród społeczeństwa jej wytworami, będzie trwała i rozwijała się nadal. Dopiero w świecie, w którym zabraknie obecności człowieka pytania filozoficzne stracą rację bytu.
Mitraizm - mitraizm wschodni kult misteryjny, łączący elementy mazdaizmu i hellenizmu, przyjmujący tylko mężczyzn do swych siedmiu stopni wtajemniczenia, rywal chrześcijaństwa w Imperium Rz. między II i IV w. n.e. Etym. - łac. Mithras 'perski bóg światła i obrońca prawdy', z gr., z pers.
Fuzzy logic- logika rozmyta, jedna z logik wielowartościowych (ang. multi-valued logic), stanowi uogólnienie klasycznej dwuwartościowej logiki. Jest ściśle powiązana z teorią zbiorów rozmytych i teorią prawdopodobieństwa. Została zaproponowana przez Lotfi Zadeha w 1965 roku. W logice rozmytej między stanem 0 (fałsz) a stanem 1 (prawda) rozciąga się szereg wartości pośrednich, które określają stopień przynależności elementu do zbioru. Logika rozmyta okazała się bardzo przydatna w zastosowaniach inżynierskich, czyli tam, gdzie klasyczna logika klasyfikująca jedynie według kryterium prawda/fałsz nie potrafi skutecznie poradzić sobie z wieloma niejednoznacznościami i sprzecznościami. Znajduje wiele zastosowań, między innymi w elektronicznych systemach sterowania (maszynami, pojazdami i automatami), zadaniach eksploracji danych czy też w budowie systemów ekspertowych. Metody logiki rozmytej wraz z algorytmami ewolucyjnymi i sieciami neuronowymi stanowią nowoczesne narzędzia do budowy inteligentnych systemów mających zdolności uogólniania wiedzy.
Georgio Colli (1917-1979) włoski filozof, filolog i historyk. Mieszkał w Turynie, gdzie przez trzydzieści lat wykładał filozofię starożytną na uniwersytecie Pisa. Wraz ze swoim przyjacielem Mazzino Montinari zredagował i przetłumaczył „Organon” Arystotelesa oraz pierwszą, kompletną edycję prac Nietzsche`go (zawierającą wszystkie pośmiertne fragmenty ułożone chronologicznie). Punktem kulminacyjnym jego aktywności była praca The Greek Wisdom- translacja i redakcja Presokratyków.
Jego praca zatytułowana „Szaleństwo jest źródłem mądrości” jest próbą odpowiedzenia na pytanie, gdzie można doszukiwać się źródeł filozofii oraz dlaczego jej początek nastąpił. Jest ona również konfrontacją oraz próbą przekształcenia nietzscheańskiej koncepcji narodzin tragedii na potrzeby rozwiązania zagadnienia powstania filozofii.
We wstępie autor zauważa, iż poprzednie próby czasowego określenia ram filozofii okazały się nieskuteczne. Ma tu na myśli fakt, iż jak dotąd nie udało się rozstrzygnąć, czy za kolebkę umiłowania mądrości uznać należy Grecję (z jej Talesem i Anaksymandrem), czy może Egipt i Indie. Powołując się na przykład Platona uznaje, iż należy przyjrzeć się owej sprawie z odmiennego punktu widzenia. Mianowicie należy wziąć pod uwagę formę reprezentacji rzeczywistości.
Podobnie jak Platon, Colli reprezentuje stanowisko według którego pojęcie filozofii nie jest tożsame z samą mądrością, ale oznacza jedynie jej umiłowanie. Jego zdaniem mądrość istniała i była kultywowana jeszcze zanim filozofia znalazła swe źródło. Kult ten opierał się na wiedzy praktycznej, niespisanej- na prawdzie, która się objawia, a nie jest filozoficznym dyskursem. Taki rodzaj wiedzy, zdaniem autora, jest bardziej cenny niż filozoficzne dywagacje, gdyż zgodnie z jego stanowiskiem wszystko, co zostaje nazwane, zostaje równocześnie zabite, a pismo jest jedynie narzędziem służącym do pozyskiwania pochlebców.
Autor twierdzi, iż tym, co sprawiło, iż filozofia znalazła swój początek jest przejście od formy, jaką były przekazy ustne do myśli pisanych. W takim sensie filozofia staje się próbą ponownego odkrycia mądrości. Okazuje się jednak, że dokładne określenie czynników, które przyczyniły się do faktu zaistnienia pierwszych filozoficznych rozważań nie jest tak prostym zadaniem, jak mogłoby się wydawać. Mianowicie wszelkie przekazy dotyczące tego zagadnienia, jakimi dysponujemy współcześnie mają już charakter filozoficzny. Nie stanowią one wiarygodnego źródła informacji, gdyż są przedstawione za pośrednictwem ów filtra, którym jest forma pisana, przez co zniekształcają przedstawianą koncepcję.
Georgio Colli postuluje zatem zastosowanie w tym celu metody podobnej do tej, która została użyta przez Fryderyka Nietzschego w rozważaniach na temat narodzin tragedii. Metodą tą jest próba odniesienia do całości zjawiska powstania filozofii pewnych wyobrażeń i pojęć zaczerpniętych z tradycji religijnej i rozumianych jako symbole. Autor stwierdza, iż w celu rozwiązania zaistniałego problemu należy odwołać się do symboli religijnych Apollina i Dionizosa, ponieważ to właśnie w ich kulcie dostrzec można pierwsze oznaki umiłowania mądrości. Poza tym stara się udowodnić czytelnikowi, iż wbrew temu, co sądził Nietzsche, to nie Dionizos był bóstwem poznania, lecz Apollin i, że to właśnie jego kult był głównym czynnikiem, w którym filozofia znajduje swe źródło.
Colli przedstawia Apollina jako władcę mądrości. Jego zdaniem mądrość w czasach starożytnej Grecji oznaczała rozświetlanie ciemności, uściślanie niepewności, rozstrzyganie zawiłości i ujawnianie nieznanego. Natomiast jej zadaniem było odgadywanie przyszłości świata i człowieka. Jak powszechnie wiadomo Apollin był bóstwem wróżbiarzy. To właśnie on przemawiał ustami delfickiej Pytii, z jednej strony rozwiewając ludzkie wątpliwości dotyczące przyszłości, z drugiej prowokując swych gości do działalności poznawczej. Obcowanie z nim nie było więc jedynie „narzędziem” w celu osiągnięcia poznania (tak jak w przypadku Dionizosa), ale samym poznaniem.
Apollin (etymologia imienia: „ten, co niszczy całkowicie”) jest również przedstawiony jako zły i okrutny. Cechy te wyrażają się poprzez niejasne, chaotyczne, nieuporządkowane oraz dwuznaczne komunikaty, które przekazuje Apollin ustami wyroczni. Jak napisał Heraklit: „Pan, którego wyrocznia znajduje się w Delfach nie mówi i nie ukrywa a tylko daje znak”. Warto zwrócić uwagę, iż sam Heraklit jest uważany za „ciemnego filozofa” właśnie ze względu na niejasność języka, którym się posługiwał. Można więc dostrzec między nim i Apollinem pewne podobieństwa, które zdecydowanie stanowią podporę argumentacji Colli`ego.
Kolejnym aspektem, na który wskazuje autor jest fakt, iż działanie Apollina było pośrednie, nieosobiste i odraczane (epitety opisujące ów bóstwo: „ten, co dosięga z daleka”, „ten, co działa z daleka”). Powodem takiego stanu rzeczy jest narzędzie, którym bóstwo to się posługiwało oraz za pośrednictwem którego zachodziło samo poznanie. Chodzi tu o słowa, które nie wzbudzały w ludziach natychmiastowych reakcji, ale uaktywniały potencjał poznawczy tkwiący w każdym z nich. W przeciwieństwie do Apollina Dionizos miał bezpośredni kontakt ze światem ludzi. Mianowicie uczestniczył w poznaniu podczas misteriów eleuzyjskich ( a dokładnie w ich punkcie kulminacyjnym, którym była epopteia ). Jednak ekstaza, która była dla tych misteriów swoista, była tylko warunkiem poznania, a nie samym poznaniem. Należy również dodać, iż w epopteii Dionizos zniżał się do poziomu człowieka, a człowiek zostawał wywyższany do poziomu boga- co również stanowi o jego bezpośrednim działaniu i kontakcie z rzeczywistością ziemską
Kolejną cechą, jaką wyróżnia Colli, a która ma stanowić o poznawczym charakterze symbolu Apollina jest posiadanie przez niego cech mistycznych (jest „bogiem opętania i szaleństwa”). Odwołuje się on do fragmentu „Fajdrosa”, w którym Platon przedstawia szaleństwo jako coś wyższego, boskiego. Argumentów na poparcie tej tezy Colli doszukuje się w studiach nad religią grecką. Mianowicie zauważa, iż Krotończycy nazywali Pitagorasa Apollonem Hiperborejskim. Z kolei Hiperborejczycy był to lud, zajmujący się szamanizmem oraz sztuką wprowadzania się w ekstazę, w celu osiągnięcia możliwości dokonywania cudownych uzdrowień oraz przepowiadania przyszłości- a zaznaczyć należy, iż były to zadania zarezerwowane dla mądrości ( poznania).
Po raz kolejny odwołując się do Platona, Colli zauważa, iż to właśnie Apollin powiązany był z „poznawczymi”, pierwotnymi rodzajami manii, wyróżnionymi w „Fajdosie”. Podczas gdy Dionizosowi przypisywane były manie poetyckie i erotyczne, Apollin był bóstwem kojarzonym z maniami proroczymi i misteryjnymi.
Podsumowując powyższe rozważania, należy definitywnie zgodzić się z tezą autora, iż źródła filozofii leżą w jeszcze przedpiśmiennej tradycji starogreckiej, jaką jest kult Apollina. Następnie zgodzić należy się z wnioskiem, iż punkt widzenia przedstawiony przez Fryderyka Nietzsche w „Narodzinach tragedii z ducha muzyki” należy nie tylko poszerzyć, ale i zmodyfikować. Zgodnie z argumentacją przedstawioną przez Georgio Colli`ego Apollin był bóstwem szału i opętania, a nie miary i harmonii. Ostatecznie, syntezując oba powyższe wnioski przyjąć należy jeszcze jeden. Mianowicie, iż szaleństwo jest źródłem mądrości.


